poniedziałek, 14 stycznia 2013

1 rozdział: Tajemniczy staruszek 2



1 rozdział: Tajemniczy staruszek part.2



-Mam nadzieję kochany że po pijanemu nie trafiasz tylko do zamka- zaśmiała się jakaś kobieta, a mnie od razu zrobiło się nie dobrze. Po tym głosie już wiedziałam kogo Jon przyprowadził do mieszkania i jakoś wcale mi się to nie podobało. Cieszyłam się tylko z tego że zdążyłam się wymknąć i nie musiałam się z nimi spotykać twarzą w twarz. Gdy byłam młodsza te dwie kobiety strasznie uwielbiały mi dokuczać. Ubierały mnie w straszne ubrani. Wysyłały do sklepów po papierosy, prezerwatywy, a na koniec śmiały się ze mnie że nigdy nie będę dla Jona tak ważna jak one. Znów przeszedł mnie dreszcz wiec szybko narzuciłam na siebie bluzę i zaczęłam kierować się na dół schodami przeciwpożarowymi. Zawsze tędy uciekałam gdy wracał pijany albo z jakimiś kobietami, a w szczególności z tymi co dzisiaj, z Dianą i Tanią. Gdy tylko znalazłam się na dworze spojrzałam prze siebie. Było już dość późno , a ja nigdy nie spędzałam czasu o tej porze i to w dodatku w tej dzielnicy. Zawsze albo spałam w swoim mieszkaniu , albo w hotelu z jakimś bogatym kolesiem. Na ulicach już nie było nikogo , a ja większość pieniędzy dałam Jonowi więc raczej nie stać mnie na hotel. Czując że pada coraz mocniej nałożyłam na siebie kaptur i ruszyłam prze siebie. Musiałam się udać gdzieś , gdzie nie będzie tak bardzo na mnie padać i gdzie choć trochę się ogrzeje , bo jednak stanie w szortach i letniej bluzie w taką pogodę nie będzie służyło mojemu zdrowiu. Zaczęłam kierować się w stronę sklepu całodobowego by schronić się chociaż przez chwilę przed deszczem i pomyśleć co dalej. Sklep znajdował się niedaleko kawiarenki więc droga nie była zbyt daleka, ale o tak później porze jakoś się dłużyła. Idąc rozmyślałam nad tym czy nie zadzwonić do Lizy, która na pewno by się uśmiechnęła i przyjęła mnie z otwartymi ramionami, ale odrzuciłam ten pomysł. Nie chciałam jej niepokoić w środku nocy, a także jej rodziców. Nareszcie doszłam do celu i od razu weszłam do sklepu ściągając przemoczony kaptur. Kupiłam wodę mineralna i stanęłam niedaleko wyjścia. Wyciągnęłam z torebki komórkę i westchnęłam gdy zobaczyłam która jest godzina. Było dopiero piętnaście po trzeciej, a ja miałam spędzić cała noc na dworze. Poczułam jak przez moje ciało przechodzą dreszcze. Delikatnie spojrzałam za siebie po czym przewróciłam lakonicznie oczami. Sprzedawca czytał gazetę co chwilę spoglądając w moim kierunku. Była to możliwe że moja szansa na to by przespać się gdzieś, ale nie miałam ochoty na sex teraz.
-Taka młoda dama nie powinna się błąkać po sklepie o tej porze-usłyszałam obok siebie uprzejmy głos. Niechętnie odwróciłam głowę w drugą stronę, ale gdy tylko ujrzałam znajomą dość łysinkę zaniemówiłam. Stał obok mnie oparty o swoją drewniana laskę patrząc na krople spadające z nieba. Zastanawiałam się czy on czasem mnie nie śledzi, przecież była już tak późna pora. Przecież to nie możliwe żeby ot tak o tej godzinie stwierdził że czegoś mu brakuje w domu. Nie odwróciłam od niego wzroku i niepewnie odpowiedziałam.
-A nie uważa pan że to też nie jest odpowiednia pora na to by starszy człowiek wychodził na spacery
-Tak, myślę że masz rację, ale widzisz grałem z wnukiem w szachy i żarówka nam wysiadła- odpowiedział zwracając twarz w moją stronę i uśmiechając się, Zmarszczki przy jego oczach jeszcze bardziej się powiększyły, ale jego uśmiech by bardzo przyjemny.
-Nie było lepiej wysłać wnuka? Mogło się panu coś stać po drodze
-Och możliwe, ale jeśli jemu by coś się stało?
-Myślę że poradziłby sobie
-Więc ja tym bardziej, jestem starszy i do tego swoje już przeżyłem, a on młody nie powinien się narażać, a ty młoda damo nie powinnaś marnować swojego życia wychodząc o tej porze- odpowiedział i znów zaczął się przyglądać kroplom deszczu.
-Jeśli moje życie ma wyglądać jak wygląda, to ja dziękuje ale chyba wysiądę z tego pociągu- odpowiedziałam i odwróciłam także od niego swoją twarz.
-Wiec może trzeba zacząć od początku?
-Gdyby tylko się dało to wolałabym nawet nie zaczynać
-Nie mów tak drogie dziecko. Jeśli chcesz to zapraszam do siebie, prześpisz się ze swoimi myślami a rano powiesz czy zdecydowałaś się zmienić czy nie- Jego głos był tak kojący i mimo że zaprosił mnie do swojego domu, nie czułam że robi to by mieć moje ciało, a dla mojego dobra. Uśmiechnęłam się smutno w jego kierunku po czym bez słowa wyszłam na zewnątrz. Nie mogłam, nie mogłam po prostu tak wykorzystać tego dobrego człowieka.
-Jeśli będziesz potrzebowała pomocy drogie dziecko to zapytaj w parku o Harrego- usłyszałam jeszcze tylko za sobą. Nie odwróciłam się, ale wiedziałam że uśmiecha się delikatnie za mną. Zawsze się uśmiechał. Doszłam do przystanku autobusowego i zaczęłam iść w stronę centrum. Deszcz co chwilę przestawał padać ,by za chwilę padać jeszcze mocniej. Uśmiechnęłam się widząc tłum ludzi pod jednym z najlepszych barów w okolicy, wiedziałam ze tam na pewno znajdę jakiegoś typka co się mną zainteresuje. Przyśpieszyłam kroku, ale gdy tylko znalazłam się bliżej zaczęłam iść wolniej. Nie ściągnęłam kaptur, ale czułam ich wzrok na sobie.
-Ej laleczko zabawimy się?- usłyszałam, Na to tylko czekałam. Delikatnie odwróciłam się w stronę z której dobiegł mnie głos.
-To zależy czy stać cię na to- odpowiedziałam w stronę grupki dość starych mężczyzn. No tak przecież na cuda nie można liczyć. Sypiałam przeważnie tylko z tęgimi i starymi prykami, rzadko kiedy zdarzali się faceci którzy byli by młodzi.
-To zależy czy jesteś tak dobra jak się cenisz- usłyszałam za sobą i szybko się odwróciłam. Przede mną stał wysoki szatyn o ciemnozielonych oczach. Był ubrany dość skromnie, ale po jego postawie można było wywnioskować że nie należy do slumsów. Przejechał delikatnie dłonią po moim policzku i spojrzał w stronę tych starych pryków.
-Wybaczcie panowie, ale kończymy na dziś imprezę- krzyknął i złapał mnie za dłoń. Nie odezwałam się, szłam w ciszy za mężczyzną który mnie ciągnął. Przeklęłam cicho w myślach myśląc o tym gdzie może mnie zaciągnąć, ale szybko wyzbyłam się myśli o jakiś opustoszałych uliczkach, gdy zza zakrętu wyłonił nam się dość dogi hotel. Weszliśmy do środka, a do nas od razu podbiegła jakaś kobieta w stroju dość nietypowym, pewnie pracownica.
-Doug twoja matka się martwiła- powiedziała pospiesznie kobieta podając mężczyźnie ręcznik i patrząc na mnie z obrzydzeniem.
-Przecie nie jestem już dzieckiem- odpowiedział roześmiany otulając nie siebie, a mnie puchowym ręcznikiem.
-Miałeś nie imprezować i nie powinieneś przyprowadzać byle kogo , twoja matka nie będzie zadowolona z takiej osoby- tym razem wyczułam wyższość kobiety nade mną.
-Sara przestań, to nie jest byle kto, ta dziewczyna jest dla mnie bardzo ważna i czekała na mnie dość długo więc dlatego jest taka przemoczona , powiedz matce że jutro nie idę na to spotkanie- po tych słowach znów pociągnął mnie za rękę , tym razem w stronę recepcji . Dostał jakiś klucz i bez słowa ruszyliśmy w stronę windy. Na język cisnęło mi się tyle pytań, ale nie zadałam żadnego. To nie był mój interes kim jest, więc po co te niepotrzebne pytania.
-Więc jak masz na imię księżniczko?- zapytał patrząc na moją twarz ukrytą pod kapturem.
-Czy to ważne- zapytałam ściągając kaptur i otulając ramiona suchym ręcznikiem.
-Jesteś taka młoda- znów się odezwał biorąc kosmyk moich włosów w dłoń- wybacz moją nieuprzejmość. Jestem Douglas, a ty księżniczko?- zaczęłam zastanawiać się przez chwilę czy nie jest jednym z tych wariatów sado-maso, ale zwątpiłam.
-Katylin- odpowiedziałam krótko , kątem oka dalej go obserwując. Dojechaliśmy na szóste piętro. Przepuścił mnie w drzwiach od windy, a potem w drzwiach do pokoju. Stanęłam pośrodku pokoju z niedowierzeniem. Nigdy w życiu żaden z moich klientów nie zabrał mnie do tak luksusowego hotelu. Lóżko z baldachimem z wyrzeźbionymi wzorami baroku.
-Więc Kate ile masz lat?- zapytał rzucając na mnie kolejny suchy ręcznik. Sam także zaczął się wycierać. Ściągnął koszulę i musiałam przyznać że klatę to miał niezła. Niecodziennie mogłam nacieszyć oczy takim widokiem, więc cieszyłam się nawet że trafił mi się ktoś taki.
-Kobiet o wiek się nie pyta- odpowiedziałam i zaczęłam rozpinać swoją bluzę, by po chwili rzucić ją na podłogę. Zaczęłam wycierać ręcznikiem swoją szyję schodząc na dekolt. Widziałam jak badał każdy mój ruch.
-No tak wybacz, ale mimo wszystko chciałbym wiedzieć, wyglądasz tak młodo- odparł siadając na fotelu i przyglądając mi się uważnie.
-Ty tez nie wyglądasz staro- odpowiedziałam siadając na łóżku i wycierając tym razem swoje nogi. Robiłam to powoli, gdyż podobało mi się to jak błądził wzrokiem po moi ciele.
-No tak, zawsze pytając trzeba pierw zacząć od siebie- uśmiechnął się- jak widać jestem synem dość sławnego szefa hoteli i mam 23 lata- odpowiedział i wyczekiwał aż ja też odpowiem. Westchnęłam po czym położyłam ręcznik obok siebie i spojrzałam mu w oczy.
-jak widzisz nie ma się czym chwalić w tym co robię , nie mam rodziców jestem sierota, a liczę sobie już siedemnaście wiosen- odparłam od niechcenia i wyczekiwałam kiedy w końcu przejdziemy do rzeczy. Byłam już śpiąca i chciałam mieć to za sobą i iść spać. Chociaż nigdy wcześniej nie trafił mi się tak młody mężczyzna, był przystojny, umięśniony i do tego pewne dobry w tych sprawach. Wstał i szybkim krokiem podszedł do mnie opierając swoje czoło o moje. Jego oddech zaczął drażniąc moje , Patrzył mi prosto w oczy, tak głęboko iż myślałam że zaraz spojrzy w moją dusze.
-Więc kupię cię, będziesz należeć tylko do mnie- powiedział nie odrywając ode mnie wzroku. Drgnęłam po czym dotknęłam delikatnie Jego policzka dłonią.
-Będę twoja i niczyją więcej dzisiejszej nocy- odpowiedziałam i przeniosłam dłoń z policzka na jego tors. Zaczęłam dłonią powoli błądzić po jego klatce piersiowej nie spuszczając z niego wzroku. Powoli zaczął muskać ustami moje wargi, a oczy momentalnie lekko mi się rozszerzyły. Żaden facet z którym spałam nigdy tego nie zrobił. Żaden nie całował i jakoś cieszyło mnie to. Ale nie odepchnęłam go, było to coś nowego , coś innego niż dotychczas. Co lepiej, nawet pozwoliłam mu by pogłębił pocałunek. Mimo iż trzymał mnie mocno Jego pocałunki były niepewne, jakby obawiał się tego że zaraz ucieknę. Jedną ręką obejmował mnie w tali a drugą głaskał delikatnie mój policzek. Zastanawiałam się czy czasami nie śnie. To było dla mnie coś nowego jeszcze nikt nie zachowywał się tak delikatnie w stosunku do mojej osoby. Ręką którą trzymał na mojej tali zaczął powoli wkładać pod moją bluzkę, delikatnie przejeżdżając przez moje plecy z góry w dół. Jego żarliwe i już mniej niepewnie pocałunki przeniósł na moją szyję a potem dekolt zostawiając mokre ślady na mojej skórze. Popchnął mnie lekko tak że wylądowałam na plecach a on na mnie. Zaczął ściągać moją bluzkę powoli , błądząc po moje skórze nosem i zostawiając żarliwe pocałunki na mojej skórze. To co robiłam z nim , było czymś nowy czymś co dawało przyjemność także mi.


Kolejna godzina przeczekana na niego, kolejna rudna wygrana przez mojego dziadka w szachach. Miałem już dość powoli tej monotonności. Znów musiałem czekać na tego człowieka, kiedy wróci od swojej kochanki i odbierze mnie od dziadka. Było to śmieszne, przecież nie byłem już dzieckiem więc nie wiem dlaczego musiałem jeszcze czekać na tego dziada by zabrał mnie do domu. Z nudów włączyłem telewizor i zacząłem oglądać jakiś teleturniej ze skąpo ubraną kobietą. Dziadek przed chwilą wyszedł do sklepu bo żarówkę, bo podczas gry starą szlak trafił. Westchnąłem i położyłem się na ziemi spoglądając w sufit. Moje życie było bezsensu , jedynym moim krewnym, który dbał o mnie i zależało mu na mnie jest mój dziadek, który mimo iż wygląda na zdrowego to Jego chora noga daje coraz częściej o sobie znać Matki nie mam i nigdy nie miałem, nawet nie wiem co znaczy matczyna miłość. Zmarła zaraz po moim porodzie, wychowywał mnie ojciec z dziadkiem, ale bardziej dziadek. Ojciec znalazł sobie nowa rodzinę, a moja nowa matka jakoś nie bardzo życzyła sobie mnie w swoim domu. Twierdziła że jak zacznę dorastać to zacznę interesować się jej córeczką która była starsza ode mnie. Prychnąłem na to wspomnienie, nawet bym jej przez szmatę kijem nie dotknął. Była mało atrakcyjna, a do tego jej zachowanie było okropne. Lubiła podążać za modą, modne ubrania, które nie odkrywały dużo, ale nie zakrywały najwięcej. Popularni chłopcy i plotki o każdym w szkole. Cieszyłem się że nie trafiłem do tej samej szkoły wyższej co ona. Przewróciłem się na bok i lekko uśmiechnąłem na widok małego szczeniaka przyglądającego się mi. Był prawie cały biały, gdyż na brzuchu miał taką dość sporą ciemna plamę. Utykał delikatnie na jedną łapę i chyba nie widział zbyt dobrze. Nie był stary , wręcz przeciwnie miał dopiero z kilka miesięcy. Jakieś bachory znęcały się nad nim niedaleko rzeczki, przepędziłem je i przyniosłem go tutaj gdzie mógł zacząć nowe życie. Usłyszałem szczęk otwieranych drzwi i od razu się podniosłem do pozycji siedzącej i wyczekiwałem kto wejdzie. Na szczęście w drzwiach pojawił się mój dziadek, więc od razu przywitałem go szerokim uśmiechem i wstałem by odebrać od niego reklamówkę. Jak się spodziewałem nie kupił tylko żarówki, ale także jakieś niepotrzebne rzeczy.
-Już myślałem że coś ci się stało – powiedziałem rozpakowując z siatki jakieś chipsy i słodycze.
-Wybacz, ale zagadałem się z naprawdę śliczną dziewczyną- odpowiedział uśmiechając się.
-Wiec próbujesz znaleźć sobie partnerkę?-zaśmiałem się.
-Była na to trochę za młoda , myślę że mgła być w twoim wieku- odparł już trochę smutno.
-Myślę że zapomniałeś okularów- odparłem opierając się o blat i chwytając za jabłko- wątpię że o te godzinie w takim miejscu mogłaby się plątać taka młoda dziewczyna, a do tego żeby bez przeszkód rozmawiać z nieznajomym.
-i właśnie o to chodzi, ta dziewczyna nie jest taką zwykła dziewczyną- po tych słowach zabrał nową żarówkę po czym ruszył do salonu. Nie zrozumiałem go zbytnio, ale uśmiechnąłem się do własnych myśli i ruszyłem za nim jedząc jabłko.



----------------------------------------------
Dzisiaj troszkę krócej, ale obiecuje że następnym razem będzie dłuższa. Pierwszy rozdział będzie miał jeszcze jeden albo max dwa party. Cieszę się bardzo że wam się podoba i mam nadzieję że wytrwacie ze mną do końca tej hisorii ;D

piątek, 11 stycznia 2013

1 rozdział: Tajemniczy staruszek


1 rozdział: Tajemniczy staruszek part.1

Było ciepłe ,słoneczne popołudnie. O tej godzinie pełno ludzi włóczyło się po mieście, udając się na zakupy, do kina ze znajomymi, lub na randkę. Pełno zakochanych w sobie osób. Przyjaciół i reszty tego bezsensownego świata. Siedziałam właśnie w mojej ulubionej kawiarence „Na rogu” dość nietypowa nazwa, ale robili tu przepyszną kawę no i mogłam się tu wyciszyć i odpocząć od świata. Przed chwilą wróciłam z domu pewnego biznesmena, nienawidziłam przychodzić do czyjegoś domu, wiedząc że łóżko na którym mamy to zrobić należy też do jego żony. Westchnęłam cicho popijając moją już dość chłodną kawę. Nudziło mnie to monotonne życie. Codziennie robiłam to samo, nic nowego się nie działo się odkąd zaczęłam tak zarabiać, czyli od jakiś dwóch lat. Znudzony wzrok przeniosłam na szybę, która prowadziła na piękny park w którym bawiły się dzieci. Drgnęłam widząc znajoma postać. Znów tam był, znów tam siedział karmiąc gołębie. Był taki beztroski i nie zauważalny , ale ja go widziałam i to bardzo dobrze. Zawsze gdy tu byłam on tam siedział. Uśmiechał się tak beztrosko do każdego Można by uznać że przez Jego uśmiech aż inny robi się na sercu cieplej. Ale nie mi. Gdy patrzyłam ta na niego zawsze miałam takie dziwne uczucie. Jakby poczucie winy z tego co robię. Tak jak się spodziewałam, odwrócił się w moim kierunku i zaczął się delikatnie uśmiechnąć. Nie potrafiłam odwzajemnić tego uśmiechu, patrzyłam pustym wzrokiem w niego, by po chwili odwrócić wzrok i spojrzeć na osobę , która delikatnie klepnęła mnie w plecy. Jakoś wcale się nie zdziwiłam , gdy ujrzałam rozpromienioną krótko ściętą szatynkę. Była moją znajomą ze szkoły, do której już w sumie nie uczęszczała, no chyba że naprawdę nie miałam co robić. Ludzie w szkole byli jeszcze bardziej zakłamani niż gdziekolwiek indziej, Każdy mógłby ci bez problemów obrobić tyłek, a ty nawet byś nie wiedział kto, a na końcu okazało by się że był to twój przyjaciel któremu tak ufałeś. Niektórych ze szkoły spotykałam na mieście, niejedna osoba widziała mnie ze starszym mężczyzną i lotka po szkole już sama poszła. Mimo iż wiedziałam że każdy wie co robię i że mnie obgadują, nigdy nie odważyli się mnie obgadywać w mojej obecności. Nie chcieli mieć nic wspólnego ze mną, a ja z nimi. Na moje nieszczęście, a może i nie, znalazła się tka co jej nie przeszkadzało co robię
.Uważała że ludzie nie powinni mnie oceniać po tym co robię ale jaka jestem w środku. Jakoś nigdy nie przejmowałam się tym co ludzie sobie o mnie myślą, ale nie chciałam z nią dłużej drążyć tego tematu. Mimo wszystko nie odczepiła się ode mnie, nieważne jak nie miłe słowa jej powiedziałam, ona zawsze się do mnie uśmiechała. Nigdy Jej tego nie powiem , ale cieszę się nawet że jest. Przez to że zaczęła zadawać się ze mną , ludzie ze szkoły zaczęli ją powoli odrzucać i tak w szkole stała się wyrzutkiem.
-Nie powinnaś tu przychodzić Liz- powiedziałam odwracają od niej wzrok i znów przenosząc go na szybę. Już go tam nie było. Przygryzłam delikatnie wargę i spojrzałam kątem oka na znajoma, które usadowiła się naprzeciwko mnie z wielkim uśmiechem, ale też lekkim rumieńcem. Nie powiem, ale ten rumieniec trochę mnie zaciekawił.
-Przyszłam się ciebie zapytać o jedna rzecz- odpowiedziała dość cicho nie patrząc mi w oczy. Zdziwiłam się trochę, gdyż Ona zawsze jak z kimś rozmawia to patrzy tej osobie w oczy,
-Więc?- ponagliłam ją, nienawidziłam być zostawiana w niepewności dłużej niż to konieczne.
-Ja….- zaczęła trzeć ręce pod stołem-  chciałam zapytać czy pierwszy raz boli?- dopiero po tych cichych słowach niepewnie spojrzała mi w twarz. Zaniemówiłam. Odstawiłam filiżankę, którą już dotykałam ust i znów spojrzałam w stronę parku. I co ja miałam jej odpowiedzieć? Tak cholerny ból nie do zniesienia, ale potem idzie się przyzwyczaić? Przecież nie mogłam jej powiedzieć czegoś takiego. Wiem że może gdyby Jon nie był wtedy pijany i po narkotykach to inaczej mogłoby to wyglądać, ale blizna po tym zostanie już na zawszę, Zerknęłam na nią, patrzyła na mnie już bardziej śmiało z ciekawością wypisaną na twarzy. Nów westchnęłam i spojrzałam na nią. Upiłam łyk zimnej kawy i w końcu się odezwałam.
-To zależy- rzuciłam obojętnie, ale widocznie nie zadowoliła ją taka odpowiedz , gdyż zauważyłam na jej twarzy grymas.
-To znaczy?
-Od ciebie i partnera, czy ty jesteś już gotów i czy on jest gotowy by nie zadać ci bólu- odpowiedziałam szybko i wstała. Chciałam już opuścić tą kawiarenkę i żeby Liza przestała już ciągnąc ten temat. To była jedyna rzecz o której nie miałam ochoty rozmawiać, wiedziałam że jak szatynka się rozpędzi to się już nie zamknie i będzie drążyła temat , a ja nie chciałam jej nic mówić. Bo po co? Zabrałam torebkę i opuściłam lokal, nawet nie zwracając uwagi czy dziewczyna wyszła za mną czy nie.
-Zaczekaj- usłyszałam za sobą. Odwróciłam się by spojrzeć na biegnącą za mną Lizę ,ale nie zatrzymałam się. Nagle poczułam mocne szarpnięcie za ramię i momentalnie stanęłam w miejscu Odwróciłam się i zauważyłam jak przed moimi oczyma przejeżdża samochód. Przestraszyłam się, po cym spojrzałam na osobę która mnie zatrzymała. Był to wyższy ode mnie o niecałą głowę brunet z jasnoniebieskimi oczami. Był przystojny nawet bardzo. Uśmiechnął się do mnie i puścił mnie.
-Powinnaś patrzeć gdzie idziesz aniołku- po tych słowach zaczął zmierzać w przeciwnym kierunku niż ja. Patrzyłam chwilę jeszcze za tym chłopakiem. Moje serce biło szybciej, gdyby nie on leżałabym już pod kołami samochodu. Dotknęłam lekko ramienia i cicho syknęłam. Chwycił mnie dość mocno i teraz bolało.
-Przystojny- usłyszałam koło ucha , szybko się odwróciłam i zauważyłam szatynkę , która patrzyła w stronę , gdzie zniknął chłopak, który być może uratował jej życie,
-Możliwe- odpowiedziałam i tym razem spojrzałam czy coś nie jedzie dopiero ruszyłam na druga stronę chodnika. Dziewczyna tylko zerknęła na mnie i ruszyła a mną , ale nic nie powiedziała.
-Przepraszam- usłyszałam po chwili i gwałtownie się zatrzymała. Odwróciłam się na piecie i dotknęłam ramienia Lizy.
-Sama musisz sobie znaleźć na te rzeczy odpowiedzi- tylko tyle byłam w stanie powiedzieć i znów ruszyłam przed siebie. Za sobą usłyszałam tylko głośne „Dziękuje” i dziewczyna więcej za mną nie pobiegła. Poczułam silny podmuch wiatru po czym zasunęłam kurtkę i ruszyłam w stronę domu. Widziałam jak mężczyźni patrzą na mnie, widziałam to pożądanie w ich oczach, ale nie rozumiałam dlaczego. Miałam na sobie przecież długie spodnie i normalna skórzaną kurtkę. Nie byłam ubrana jakoś lubieżnie, a mimo to czułam na sobie ich wzroki , które mnie rozbierały. Przeklęłam w myślach na moje jasne włosy. Zawsze twierdziłam że to przez nie ludzi zwracają na mnie taka uwagę. Były strasznie jasne, jakby rozjaśniane i dość długie, Nigdy nic z nimi nie robiłam, zawsze zostawiałam je takie jakimi są, ale myślę że czas coś z nimi zrobić żeby nie rzucały się tak w oczy. Z kawiarenki do domu nie miałam zbyt daleko, może jakieś 500 metrów, ale nie byłam pewna. Nigdy nie sprawdzałam, ale ta droga zawsze mijała mi bardzo szybko, czasami za szybko. Gdy tylko zauważyła budynek mieszkalny westchnęłam i zaczęłam iść wolnej, Była to istna rudera, ale co się dziwić? Byłą to jedna z najtańszych dzielnic i od roku zaczęły się tu sprowadzać najbiedniejsza i ci najniebezpieczniejsi. Była to jedna z najgorszych dzielnic w tym zakłamanym mieście. Szybkim krokiem weszłam do klatki i zaczęłam szybko wychodzić po schodach na swoje piętro. Była tu tez winda, ale nikt już z niej nie korzystał więc nie było wiadomo czy jeszcze działa, a jak nie miałam zamiaru się tego dowiadywać. Mieszkałam tylko na czwartym piętrze więc nie zaszkodzi mi wyjść po schodach , przecież i tak nie często tu bywam ostatnimi czasy. Gdy tylko dotarłam na swoje piętro, zaczęłam iść dość długim korytarzem. Na każdym piętrze znajdowało się po kilka mieszkań, a nasze znajdowało się na końcu korytarza. Gdy dotarłam pod drzwi, nie weszłam od razu. Oparłam się o drzwi i nasłuchiwałam, chciałam się dowiedzieć czy Jon znajduje się w domu czy też nie. Jakoś ostatnimi czasy nie mam z nim kontaktu. Mijamy się tylko w drzwiach, a jak przychodzę w porę gdy jest u niego jakaś kobieta to obrywa mi się za przeszkadzanie. Szybko potrząsnęłam głową wyrzucając stare wspomnienia z głowy i dalej nasłuchując. Gdy nic nie usłyszałam, wyciągnęłam klucze z kieszeni i otworzyłam nimi drzwi, Gdy tylko weszłam do mieszkania poczułam niesamowity odór. Przytkała sobie usta i nos delikatnie dłonią i weszłam w głąb mieszkania. Gdy tylko weszłam do salonu drgnęłam. Na podłodze leżały jakieś ubrania i to nie tylko męskie , ale także żeńskie. Na stole leżały jakieś resztki jedzenia a na kanapie leżał nieprzytomny Jon. Nie zdziwiłam się tym bardzo, pewnie wrócił z jakiejś popijawy plus narkotyki i teraz odpoczywał przed następną zabawą. Cicho ,ale dość szybko podeszłam do okna i uchyliłam je na oścież. Gdy to uczyniłam, odwróciłam się i powoli zaczęłam kierować się w stronę mężczyzny. Po drodze zebrałam kilka porozrzucanych ubrań i rzuciłam je w jedną kupkę. Kucnęłam przy nim i odgarnęłam kilka kosmyków z jego przemęczonej twarzy. Uśmiechnęłam się blado gładząc go po policzku. Wydawał się taki spokojny i opanowany, był niczym anioł gdy spał. Żadnych krzyków, kłamstw. Tak naprawdę nie wiedziałam o nim tyle ile on o mnie. Wiedziałam tyle ile powiedziały mi kobiety które z nim przebywały, a ja byłam jeszcze dzieckiem. Zawsze gdy próbowałam się czegoś o nim dowiedzieć zaczynał krzyczeć, szarpać mną a na końce mnie się obrywało w twarz a on wychodził z trzaskiem z domu i wracał piany z jakąś kobietą, Przeczesałam jego włosy ostatni raz na niego spoglądając. Chciałam wstać, ale poczułam uścisk na nadgarstku i wtedy zobaczyłam że patrzy na mnie,
-Keys- szepnął przyglądając się uważnie mojej twarzy. Nienawidziłam tego jak to robił. Był wtedy taki smutny, jakby on mówił że tęsknił, że tęsknił za mną. Ale prawda była taka że to tęskniłem oznaczało jedno. Brakowało mu mojego ciała, młodego , jędrnego i które kochał ponad wszystko, ale tylko moje ciało nic więcej. Usiadła koło niego , a on od razu zaczął całować moją szyje , jedną ręką już dotykał mojej piersi pod koszulą a drugą rozpinał guzik w spodniach, Nic nie powiedział tylko zaczął szarpać moje ubrania, zawsze się tak kończyło. Rzeczy które miałam nowe i miały one styczność z Jonem szybo lądowały w śmieciach. Nie patrzył mi nigdy w twarz podczas naszego stosunku, nie całował po twarzy. Unikał moich oczu, mojego jedynego zwierciadła duszy. Gdy tylko ściągnął moje spodnie szybkim ruchem zaczął rozpinać swój rozporek. Był strasznie napalony co wywnioskowałam po Jego szybkich ruchach i tym że nie mógł się doczekać kiedy znów mnie posiądzie. To miał być szybki numerek dający mu rozkosz i tylko jemu. Gdy skończył wstał ze mnie nawet się mną zbytnio nie przejmując. Zapiął swój rozporek, chwycił za papierosa i zaczął palić. Nienawidziłam dymu papierosów, ale nigdy nie odezwałam się na te temat.
-Ile zarobiłaś- zapytał patrząc na mnie takim wzrokiem jakby chciał znów mnie mieć. Spojrzałam na niego bez uczuć i wzięłam do ręki moje spodnie z których wyciągnęłam kopertę i rzuciłam mu. Jon tylko się uśmiechnął i beż słowa zaczął się kierować w stronę wyjścia zostawiając mnie znów samą. Zawsze tak było. Nie było mnie dwa może trzy dni wracałam, mieliśmy stosunek, jeśli można to tak nazwać po czym dawałam mu pieniądze a on zadowolony wychodził bez słowa. Wstałam zabierając swoje spodnie i kierując się do łazienki. Musiałam wziąć prysznic zimny i odświeżający. Chciałam jak najszybciej zmyć z siebie to wszystko, zapach tych mężczyzn a w szczególności Jona. Kochałam go, ale nienawidziła tego co roił. Wiedziałam że nieważne co mi zrobi i tak zawsze będę po Jego stronie. Umyta i odświeżona owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do lusterka. Przetarłam je delikatnie wierzchem dłoni i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Miałam podkrążone oczy i strasznie suchą skórę. Byłam niewyspana i brakowało mi porządnego posiłku. Wyszłam z łazienki i zaczęłam kierować się do swojego pokoju. Gdy już się tam znalazłam, pierwsze co to nałożyłam krem na twarz mocno go wcierając po czym podeszłam do niewielkiej komody z której wyciągnęłam jakieś krótkie szorty i jakaś przydługą bluzkę. Ubrałam bieliznę po czym narzuciłam na siebie ubrania. Ubrana wyszłam z pokoju i weszłam do salonu, gdzie zrzucając jakieś rzeczy Jona usadowiłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Pilotem przerzucałam z jednego kanału na drugi, szukając czegoś co mogłoby mnie zaciekawić. Znużona w końcu zostawiłam na jakimś beznadziejnym filmie i ułożyłam się wygodnie wpatrując się w ekran. Robiło się powoli ciemno, a krople deszczu zaczął głucho uderzać o parapet i o szyby. Gdy za oknem robiło się tak ponuro nie miałam na nic ochoty, chciałam się wtedy zamknąć w domu i myśleć że całe moje życie jest jednym wielkim koszmarem. Nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam , deszcz mnie uspokajał i w końcu mogłam odpocząć. Śniłam o lepszym jutrze, o tym że gdy tylko znów uniosę powieki cały ten koszar zniknie, że cały ten bałagan odejdzie a ja znajdę w końcu trochę szczęścia. Jon będzie w końcu porządnym człowiekiem, bez długów i nałogów. Że będzie mnie kochał, nigdy mnie nie zdradzi i że będę tylko Jego. Ze snu obudził mnie cichy trzask. Szybko podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy. Spojrzałam w stronę drzwi zza których można było usłyszeć rozmowę co chwile przerywaną kobiecym śmiechem.
-Tylko nie to- powiedziałam pod nosem do siebie i szybko zerwałam się z kanapy udałam do swojego pokoju. Wyciągnęłam z szafy tylko jakaś ciepła bluzę, złapałam za swoją torebkę i znów znalazłam się w salonie. Otworzyłam balkon a na mojej skórze pojawił się dreszcz kiedy tylko poczułam zimny podmuch wiatr razem z kropami deszczu. Przymknęłam go od zewnątrz i usiadłam pod drzwiami. Zasłony były zaciągnięte więc nie było możliwości żeby mnie zauważyli. Ich głosy były coraz głośniejsze co oznaczało że ktoś w końcu trafił kluczem do zamka i otworzył drwi wchodząc do środka. 




-----------------------------------------------------------------------
Początek pierwszego rozdziału za nami ;D
Mam nadzieje że wam się spodoba i że nie wykryjecie zbyt wielu błędów ;)

wtorek, 8 stycznia 2013

Prolog



 Prolog

Życie to jedno wielkie gówno. Miłość? Rodzina? Zaufanie? W moim świecie nie ma czegoś takiego. Codziennie patrzę na ludzi, którzy sobie ufają, kochają się, a potem zdradzają. Po co wierzyć w te uczucia skoro i tak jesteśmy im sprzeczni. Mężowie zdradzają swoje żony, z młodszymi kobietami, by potem wykorzystać zaufanie i powiedzieć że był dłużej w pracy, albo że miał ważny wyjazd. Po co wiązać się z kimś i zakładać rodzinę, a potem ich krzywdzić a na końcu zostawić. Ludzie udają że się kochają, by mieć kogoś blisko na wszelki wypadek. Możecie powiedzieć że się nie znam, że jestem zbyt młoda i nie wiele wiem, ale uwierzcie w moich 17 latach życia przeszłam wiele, może nawet zbyt wiele. Nie jestem jakąś rozwrzeszczaną małolatą, która lata za chłopakami, plotkuje z innymi. Jestem typem samotnika , zawsze tak było i zostanie. Moi rodzice? Nigdy ich nie miała, spłodzili mnie, potem wychowałam się u nich, ale nigdy mnie nie kochali. Przynajmniej nie okazywali mi tego, chyba że bicie i kłótnie można nazwać oznaką miłości. Na każde wakacje pozbywali się mnie wysyłając do ciotki u której też nie miałam lekko. Wykorzystywała mnie do wszystkich swoich zachcianek i jej dzieci. Miała ona dwóch synów , jednego starszego ode mnie o rok , a drugiego młodszego o pięć lat. Nigdy za nimi nie przepadałam, zawsze się wywyższali i mi dokuczali. Aż pewnego razu gdy mój starszy kuzyn zaczął dorastać , pewnej nocy po cichu wszedł do mojego pokoju i stał nade mną i patrzył na mnie. Zawsze wtedy paraliżował mnie strach, bałam się odwrócić w Jego stronę i zapytać co chce. Miałam wtedy tylko 11 lat i nie wiedziałam po co przychodził, aż pewnej nocy przyszedł , lecz tym razem nie patrzył na mnie jak zawsze, tylko usiadł na łóżku i zaczął mnie dotykać. Po tym jak wychodził, zawsze cicho płakałam do poduszki, nie wiedziałam co z tym zrobić , a co najgorsze nie miałam z kim o tym porozmawiać. Rodzice? Po nich pewnie by to słynęło, bo jakoś mało ich interesowałam. Ciocia? Na pewno stanęła by w obronie swojego syna że to czas dojrzewania i to nie Jego wina ze interesuje się ciałem płci przeciwnej. W tych czasach nie mogłam się doczekać powrotu do domu, czekałam z utęsknieniem na to gdy wrócą po mnie rodzice. Ale nigdy więcej nie przyjechali. Zginęli w wypadku samochodowym. Ojciec wypił trochę za dużo na imprezie u znajomego, po czym to on prowadził a matka jakoś nie miała z tym większych problemów i nigdy już więcej mieć nie będzie. Bałam się , moje ciało ogarnął strach i po tej wiadomości uciekłam do pokoju i zaczęłam płakać. Ale nie z powodu śmierci rodziców, powód był inny. Moją jedyną krewną która by się mną zaopiekowała była ciotka, a to oznaczało że do 18 roku życia spędzę czas z moim kuzynem. Nie czekając i nie myśląc zbyt wiele, wzięłam swój plecak i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy po czym opuściłam dom ciotki. Nie wiedziałam gdzie się udam, co zrobię , ale nie miałam zamiaru spędzać życia w tamtym domu. Myślę że nawet nikt się tym nie przejął że uciekłam. Spotkałam już kilka razy ciotkę i kuzynów, ale zawsze mnie mijali jak powietrze  Nie żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie było mi to na rękę. Po tym jak uciekłam, spędziłam trzy dni w parku. Nic nie jadłam nie miałam gdzie się wykąpać ani przespać. Ludzie mijali mnie i patrzyli na mnie z obrzydzenie, nikt się nie przejął tym że mała 11 letnia dziewczynka stoi brudna i głodna w parku. Siedziałam samotnie na jednej z ławek i przyglądałam się jak ludzie siedzą pod parasolami i zajadają się pysznymi przekąskami. Trzymała się za brzuch i przełykałam ślinę. Krople deszczu spokojnie spływały po moich policzkach i brudnych nogach. Moje ubranie było całe przemoczone. Zastanawiałam się wtedy czy umrę. Ale jednak los nie był tak łaskawy i zesłał mi mojego anioła. Podszedł do mnie niespodziewanie z parasolem uśmiechając się do mnie. Był moim wybawieniem, wziął mnie do siebie nakarmił, dał pokój , nowe ubrania i z tym nowe życie. W zamian za to ja wykonywałam prace domowe. Prałam , sprzątałam i gotowałam. Myślałam że był moim światełkiem w tunelu. Do czasu, gdy pewnego razu czekałam na niego do późna. Chciałam się mu pochwalić że miałam najwyższą ocenę na teście. Ale nie wrócił. Całą noc spędziłam na kanapie. Następnego dnia obudziły mnie krzyki jakiejś kobiety. Zaciekawiona wstałam i udałam się do pokoju Jona , mojego wybawiciela. Rozciągając się i wycierając oczy weszłam bez pukania do jego pokoju i to co zastałam zszokowało mnie. Siedział nagi na łóżku, a na nim siedziała też naga kobieta. Jakoś nie bardzo się przejął moją obecnością. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się tylko i przytulił mocnej kobietę i całując jej piersi. Szybko wybiegłam z jego pokoju trzaskając drzwiami i udałam się do salonu. Ta kobieta była śliczna, miała duży biust i na jej twarzy było wymalowane zadowolenie i rozkosz. Rumieńce dodawały jej uroku. Moje serce biło wtedy jak szalone. Nie wiedziałam czym było to spowodowane, ale wiedziałam że on nigdy nie spojrzy na mnie tak jak na tę kobietę. Zjechałam ręką na pierś i zaśmiałam się smutno. Nie mógł by na mnie spojrzeć, przecież byłam dzieckiem a moje piersi były jak u mężczyzny. Po tym wydarzeniu przyzwyczaiłam się do obecności kobiet w naszym mieszkaniu. Niektóre nawet czasem opowiadały mi o przeszłości Jona. Kiedyś był naprawdę szanowanym człowiekiem, ale po stracie ukochanej zaczął się powoli staczać. Zwolnili go z pracy za picie, ale nie przejął się tym nigdy. Miał 25 lat jak mnie znalazł , a zachowywał się jak nastolatek. Jego przeszłość też nie oszczędzała. Rodzice porzucili go gdy był jeszcze niemowlakiem. Zostawili go w ośrodku opiekuńczym, w tak zwanym sierocińcu. Nie podobało mu się tam i w wieku 16 lat uciekł stamtąd usamodzielniając się. Znalazł pracę, a potem dziewczynę, za którą byłby w stanie oddać życie. Niestety jak to już w życiowym pechu bywa, ona nie była w stanie oddać życia za niego i zostawiła go , gdy znalazła sobie mężczyznę, który był bardziej zamożny. Nie mógł zrozumieć dlaczego skoro przyrzekali sobie wieczną miłość. Zaczął pić i sprowadzać kobiety do domu i tak zaczęło się Jego nędzne życie, nie próbował już nic z tym zrobić. Przestał wierzyć w miłość i w cokolwiek. To on nauczył mnie że miłość jest nic nie wartym uczucie i trzeba się go wyzbyć, jak i zaufania.Tak beztrosko minęły mi trzy lata wraz z Jonem. Ale przecież w moim życiu nie wszystko może być piękne wiecznie. W moje 14 urodziny ,gdy wróciłam do domu ze szkoły, zastałam mojego opiekuna pijanego wciągającego jakiś biały proszek ze stołu wraz z kumplami. Nie odezwałam się ani słowem, tylko przeszłam obojętnie obok nich. Nie lubiłam ich, wciągnęli Jona w jakieś gówno i nie potrafił teraz z tym skończyć. Narkotyki zajęły część jego życia. Do tego ci Jego znajomi zawsze jak pojawiali się w tym mieszkaniu to na koniec kłócili się strasznie a czasami nawet dochodziło do rękoczynów. Zamknęłam się w pokoju i zaczęłam odrabiać lekcje, gdy nagle usłyszałam huk. Przestraszyłam się, ale nie opuściłam pokoju. Wiedziałam że zaraz znów zaczną się kłócić, ale myliłam się. Usłyszałam trzask drzwi i cisze. Niepewnie wstała i wyjrzałam za drzwi i zobaczyłam opartego Jona o kanapę trzymającego się za nos. Szybko do niego podbiegłam by sprawdzić co mu było. Na całe szczęście nie miał złamanego nosa, ale krew leciała. Poszłam szybko po szmatkę po czym lekko przecierałam mu krew. Cały czas patrzył na moją twarz, czułam się z tym niezręcznie. Nie wiedziałam gdzie mam podziać wzrok.
-Jesteś taka śliczna Keys- odezwał się w pewnym momencie zaczesując dłoń w moje włosy. Czułam jak na mojej twarzy pojawiał się rumieniec  Spojrzała mu w jednej chwili w oczy i to był mój największy błąd. Szybko przysunął moją twarz bliżej i zaczął delikatnie muskać moje usta. Przestraszyłam się, nie wiedziałam co mam robić. Jego ręka wędrowała z moich włosów na moje plecy po czym na pośladek. Drgnęłam, ale nie przeszkodziło mu to w tym by drugą ręką dotykać moich piersi przez bluzkę. Bałam się, ale nie odepchnęłam go, siedziałam jak idiotka z zaciśniętymi powiekami. Bałam się tego co robił, ale bardziej bałam się go odepchnąć. Bałam się tego że jak go odepchnę to znów zostanę sama, że mnie porzuci gdy tylko będzie wiedział że jednak nie ma ze mnie żadnego pożytku. Poczułam lekkie popchniecie i wylądowałam na ziemi. Otworzyłam oczy i zauważyła coś czego nigdy nie widziałam. Patrzył na mnie pożądliwym wzrokiem, pożądał mnie w tym momencie, a raczej mojego ciała.
Przełknęłam cicho ślinę i znów zamknęła powieki ,gdy Jego ręka zaczęła błądzić po moim brzuchu. Nie całował mnie więcej, dotykał pożądliwie mojego ciała. Jego ręce wsuwały się pod moją bluzkę i spodnie. Wiedziałam co zaraz nastąpi, ale bałam się go powstrzymać. Kochałam go, ale nie czułam żadnej przyjemności w tym co robił. Próbowałam się rozluźnić, ale nie mogłam , strach mi przeszkadzał. Ból był niesamowity, wiłam się pod nim i krzyczałam, prosiłam by przestał, ale on był jak w amoku. Jego oddech był przyśpieszony, a ruchy coraz szybsze. Nigdy nie zapomnę tego bólu, tego jak stałam się brudna. Po tym wszystkim nawet nie spojrzał na mnie, tylko ubrał spodnie i wyszedł z mieszkania. Zostawił mnie nagą, i zbezczeszczoną. Leżałam patrząc w sufit mocno ściskając w dłoni resztki mojej bluzki, którą zdarł ze mnie. Zawsze myślałam że to przyjemne uczucie, wyraz twarzy tamtej kobiety wtedy był przepełniony rozkoszą. A to co się stało przed chwilą nie było tym co wtedy widziała. Podniosłam się delikatnie i dotknęłam swoich ud, bolało. Spojrzałam na dywan po czym wyciągnęłam rękę i przetarłam lekko miejsce gdzie było trochę krwi. Uśmiechnęłam się blado po czym spuściłam głowę. Nie płakałam, nawet mi się nie chciało. Wiedziałam że nie byłam dla niego nikim więcej jak dziewczynką do zajmowania się domu i jak widać do zabawy. Delikatnie wstałam i zbierając swoje rzeczy udałam się do łazienki by zimnym prysznicem zmyć z siebie Jego zapach.
Po tym wydarzeniu nie widziałam go trzy dni, ale gdy wrócił to jakoś nie bardzo przejmował się tym co zrobił prawie jeszcze dziecku. Zachowywał się tak jak zawsze, z jednym małym wyjątkiem. Patrzył na mnie inaczej. Przyprowadzał do domu różne kobiety dalej, ale to co zrobił nie zdarzyło się raz. Od tamtego czasu coraz częściej odwiedzał moją sypialnie, a na mojej twarzy z dnia na dzień znikały emocje. Nie potrafiłam się już uśmiechać jak kiedyś, nie potrafiłam cieszyć się swoim młodzieńczym życiem. Moje stopnie zaczęły się pogarszać, a ja sama zaczęłam wagarować i spędzać czas samotnie. Coraz częściej wracałam do domu później by nie widzieć się z Jonem. W piętnastą wiosnę mojego życia, gdy spacerowałam po ulicy dość późnym wieczorem, spotkałam pijanego mężczyznę. Bogaty facet, dosyć tęgi. Uśmiechał się do mnie , ale ja całkowicie go olałam. Zastanawiałam się gdzie mogę zacząć pracować, bo środki którymi dysponował Jon przestały wystarczać na jedzenie i inne potrzebne rzeczy, gdyż większość funduszy szła na alkohol albo narkotyki. I wtedy ten stary facet powiedział coś co mnie zainteresowało. „Chcesz zarobić?”. Momentalnie się zatrzymała i spojrzałam na niego ciekawskim wzrokiem. Chyba nie muszę mówić czego chciał? Był delikatniejszy niż Jon, ale i tak nie dawało mi to rozkoszy. Moja twarz była bez uczuć. Po tym wszystkim dostałam od niego 150 dolarów. Nie spodziewałam się aż tyle. Opuścił hotel przede mną , a ja ciągle przyglądałam się banknotom które od niego dostała, po czym pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnęłam się lekko.
Po dzisiejszy czas zarabiam tak jak wtedy. Bogaci mężczyźni lubią młode i szczupłe blondynki, więc szybko weszłam we wprawę. Jon gdy tylko dowiedział się że zarabiam kazał mi oddawać połowę tego co zarobiłam, za te lata wychowania i opieki. Nie mogłam odmówić, ale zabolało mnie to że nawet nie przejął się tym że tak zarabiam. Westchnęłam cicho spoglądają za okno. Gdy usłyszałam trzask, odwróciłam głowę w stronę drzwi.
~`wyszedł~ pomyślałam po czym sama zaczęłam zbierać moje ubrania i ubierać się. Kolejny bogaty mężczyzna , który wpadł w moje ręce. Nie był przypadkowym klientem, spotykał się ze mną już od dłuższego czasu. Ubrana spojrzałam ostatni raz za okno. Krople deszczu obijały się mocno o szybę tworząc na niej niezliczoną ilość ścieżek wody. Zastanawiałam się tylko nad tym, czy moje życie już zawszę będzie wyglądało jak jedno wielkie gówno.